Niesamowite, zadziwiające, zabawne historie z maszyną do szycia w tle – zbiór krótkich anegdotek

Niedawno sklep Wytwórnia Śliczności by jednym ze sponsorów w jubileuszowym konkursie drugiej największej na polskim FB grupy o szyciu Szycie Wykroje Diy
Temat konkursu: „Opisz nam najzabawniejszą, najbardziej zaskakującą lub najstraszniejszą historię związaną z Twoją maszyną do szycia”

Historyjki opisane przez wszystkie uczestniczki konkursu to istne perełki, dlatego postanowiliśmy utrwalić je dla „szyciowej potomności” zanim spadną w czeluści fejsbuka… No to zaczynamy 😉

Ewa:
Kiedy dotarli do mnie moi kochani chłopcy z Wytwórni Śliczności – dwóch Jacusiów (stebnówka Jack i overlock Jack) nie mogłam się wprost doczekać szycia. Instrukcja skręcania stojaków na szpule tak mnie wymęczyła, że nie chciałam się już nad niczym zastanawiać i jak najszybciej wcisnąć pedał do dechy 😉 No to szybciutko – flaszeczka oleju dołączonego do stebnówki myk! do miski olejowej i flaszeczka… zaraz zaraz, nie ma flaszeczki do overa! Dobra, zapomnieli spakować, nie będę się czepiać – wlewam ze swoich zapasów. Kurde, poziomu nie widać nadal, czyli musi być wciąż za mało. Nie da rady, szybki telefon do Damian Mokry (nie mogę oznaczyć) i co słyszę? „Gapko, over był zalany, mówiłem

Magdalena:

Sytuacja z 2 tygodni. Szyję szyje…zmieniam nicir igły…Szyję…. odeszłam od maszyny…przychodzę A tam moja córcia (1.5 roku) kręci i się śmieje. Siadam szyje dalej….skończyłam nogawkę A tu patrzę że dolną nitka się skończyła..więc nawlekam…I znowu coś nie łapie…. znowu nawlekam.. doszłam do tego że nie łapie nitki z bębenka…A ja w ryk..zaraz na neta.co I jak mam robić. Z nerwów schowałam maszynę do torby bo stwierdziłam że dam na serwis…(750km) do Szczecina.i tak 2 tyg. W dzień wyjazdu szwagierki do Polski dzwonię do serwisu…A tam pan mi mówi….proszę zmienić igłę… No i zmieniłam. I działa. A ja 2 tyg…na córcie zwalałam wine.

Klaudia:

Początki mojego szycia … Siedzę szyje ,czuje ból patrzę A tam igła od maszyny przebiła mi palca na wylot w miejscu paznokcia i przeszyła . W takim szoku byłam, że bólu nie czułam i z tego szoku nie wiedziałam jak to wyjąć . Nie wpadłam na to żeby przekręcić koło zamachowe ,mąż podleciał podniósł igłę kołem ą ja z bólu osunęlam się na krześlę i zobaczyłam gwiazdki ⭐⭐ Bolało dobre kilka dni i to Jak!

Joanna:

Odziedziczyłam maszynę po mamie..stara,ciężka ,ale boska i nadal szyła! Kiedy kilka lat temu zamieszkałam z obecnym już mężem ,w Poznaniu , nadszedł czas,aby maszynę „zanieść „do naprawy z powodu drobnej awarii i ogólnego przeglądu. Miałam gdzieś w głowie cichą nadzieję, że skoro szyłam na niej dobrych kilkanaście lat byłoby cudownie mieć coś nowocześniejszego😆, bardziej cichego…z większym wachlarzem możliwości….Hm..okazało się,że jeszcze muszę poczekać, bo udało się naprawić i od Pani usłyszałam, że szkoda byłoby inwestować w nową skoro ta (Łucznik) była jeszcze w dobrej kondycji..nawet dokupiliśmy nowy pedał!..Odbieramy, wracamy pieszo , a do pokonania mieliśmy z 700 metrów .Mąż postanowił zarzucić sobie ją,a była zapakowana w oryginalną skrzynię z niedomykającymi się zaczepami po obu stronach( o czym nie wiedział…!🤪) I……fruuuu po le ciał a a w górę…!!!!!!pierwszy szok, przerażenie męża i oczekiwanie na moją reakcję bezcenne!!! roztrzaskała się na chodniku,omijając na szczęście samochody i przechodniów🤪Hehehe ,ale się w duchu ucieszyłam!!!😆😆😆😆😁 Pozbieraliśmy resztki, wróciliśmy do serwisu oddać pedał i po tygodniu kupić wymarzoną Elnę!!!!!😍Trzeba uważać co sobie człowiek życzy😂

Joanna:

Kiedy uczyłam się szyć byłam strasznie zła, że maszyna tak okropnie zapierdziela i ja wcale nie nadążam. Linie „proste” wyglądały jak fale Dunaju tylko dlatego, że wydawało mi się, że stopę sie po prostu wciska. Dopiero mój mąż rozkminił, że padał maszyny działa jak pedał gazu w aucie – im mocniejszy nacisk, tym szybciej. Ale nie mogłam tego wiedzieć bo jeszcze nie miałam prawka 🙈 po kursie na prawo jazdy szycie stało się dużo prostsze 😅✌.

Ewelina:

Zaczęło się od mojej drugiej „poważnej” pracy w życiu. Szyć nie umiałam kompletnie, ale pracowałam w sklepie z tkaninami lnianymi, te szmatki mnie przyciągały, fascynowały wręcz, każdy klient opowiadał co sobie nie uszyje itd. Do tego moja niezawodna koleżanka Joanna strasznie mnie namawiała na zakup maszyny i naukę. Dzięki jej wsparciu i motywacji w końcu nadszedł ten dzień – wzięłam kredyt 😉 i zamówiłam Janinkę (nie ma co się rozdrabniać).
W końcu przyszła, położyłam córcię spać, kilóweczkę przygotowałam i odpaliłam YouTube z instrukcją. Szybciutko i sprawnie przewinęłam nitkę na szpulkę, zamontowałam i wzięłam się za górną nić… No ale kurczę, coś nie tak 🤔 mówią nawlec nitkę na szarpak, a ja go nie mam, oglądam film od początku drugi, trzeci raz, wzięłam latarkę, zaglądam do środka „o jest!!” 😁 no ale jak go wyjąć?
Więc złapałam za telefon i dzwonię do sprzedawcy, mówię jak sytuacja wygląda, że on tam jest i ja go widzę ale jak go wyjąć. A Pan do mnie ze stoickim spokojem „proszę przekręcić kółko z boku” 😂😂 no i wyszedł 🤪

Kasia:

Na początku nauki szycia kupiłam maszynę łucznik Katarzyna do nauki była dobra póki nie zaczęło mi przeszkadzać nawlekania 15 razy na jednym rękawie 🤣więc szukać w cudzysłowie lecą różne słowa ale najlepsze i które zapamiętam już na zawsze to są słowa mojej 4 letniej córki ,, no maszyno szyj bo mama cię wyrzuci przez okno i jak mi uszyje bluzeczkę z psim patrolem ,,😂😂🤣

Monika:

10 lat temu postanowiłam sobie kupić maszynę, chciałam mieć swoją własną, bo miałam wrażenie że teściowa coraz mniej przychylnie pożycza mi swojej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że maszyna to nie paczka papieru toaletowego i nie kupuje się jej w hipermarkecie. I tak pomiędzy władaniem do koszyka mleka, a wybieraniem zapachu płynu do płukania wybór padł na Łucznika Kornelia II.
Nie, nie dlatego że miała takie super funkcje, powodem nie był również ujmujący design, choć śliczna biała plastikowa mogła mieć w sobie coś kuszącego…ona była wówczas na promocji.
Po kilku latach szycia ta promocja wychodziła mi już bokiem, a mój mąż obrywał rykoszetem przy okazji, bo ciągle coś się zacierało i musiał w niej grzebać.
Pewnego razu złamała mi się igła, ok zakładam szybko nową, nawlekam, zaczynam szyć, a ta złośliwa maszyna prycha, parcha, plącze nici i szyć nie zamierza. Nawlekam jeszcze raz i znowu to samo… WTF?!?… I jeszcze raz… I jeszcze. No nic, poddałam się i zostawiłam gada w oczekiwaniu na powrót męża z pracy. Mój osobisty mechanik, nie bez oporów, ale rozkręcił pacjentkę, przejrzał, ustawił, wyczyścił…a ona nadal nic! Zero współpracy i ani odrobiny litości!
Pokręcił jeszcze trochę i w pewnym momencie rzucił zza obudowy głupie pytanie: „a igłę dobrze założyłaś?”
Nosz jak kurna nie dobrze?? Nosz jak, to półpłaska igła jej się nie da inaczej założyć!! Oczywiście, że dobrze…mąż ignorant jeden!!
Nagle patrzę, a Kornelia, dla której szykowałam już miejsce na maszynowym cmentarzu, a w myślach wybierałem już nową, zaczyna szyć.
„I co udało się? Co z nią było?”
„Igłę obróciłaś o 90 stopni”
Nie da się… A jednak🤔🤔


Weronika i zwycięski wpis 🙂

W te wakacje mąż mój wymyślił sobie wyjazd – wyprawę motocyklową na Nordkapp z kolegami i zostawił mnie na 9 dni samą z dziećmi. Szyłam w ciągu dnia na swojej Arce Radom 888 (nie polecam), i zła ze wyjechał, że samą mnie zostawił i na sprzęt tez zła bo nie wyszło tak jak powinno masa prucia tylko była, żaliłam mu się wieczorem przez telefon.
Potem patrzę, przychodzi SMS „Kochanie, zamów sobie ta maszynę nową jaką chciałaś”, odpisuje „Nie, nie mam teraz kasy na maszynę”, „Zamów, ja zapłacę” – najpierw się ucieszyłam, ale za chwile pojawiła się w głowie lampka! O kurczę, mówił ze idą wieczorem na piwo, może on już nie wie co gada? Pisze dalej (bo usypiałam córkę wiec zadzwonić nie mogłam) „Kochanie, bardzo się cieszę, ale powiedz mi czy ty jesteś trzeźwy?”,
Za chwile dostaje odpowiedz „Tak, zamawiaj”, ale jak to ja, do końca nie wierze:
„Ale napewno? Żebyś mi potem nie mówił ze wykorzystałam to że byłeś pod wpływem..”
„Jesteśmy w hotelu w Norwegii, wypiłem jedno piwo za 60 zł – szkoda mi już kasy na drugie, możesz zamawiać”
I tak stałam się posiadaczem Janome 5060dc 😉

Ilona:

Moja druga zastępcza maszynę dostałam od mamy mojego szefa. Gdy dowiedziała się, że zaczęłam szyć, przyniosła mi wspaniałomyślnie maszynę stara jak świat😉trochę bez części, trochę luźnawą, no ale przecież nie wyrzucę! Oczywiście, że biorę! Pewnego dnia postanowiłam pożyczyć ja siostrzenicy, która nabrała chęci na szycie. W kuchni babci rozpakowałyśmy cały sprzęt, wytarłyśmy szmatką, podłaczyłyśmy – czekaj Pepciu, jeszcze ją tak dokładnie wyczyścimy w środku, żeby śmigała jak nowa! – powiedziałam. Wzięłam sprężone powietrze i zaczęłam psikac. Na swoje nieszczęście nie zauważyłam, że za maszyna stała świeczka zapachowa, które moja mama z wielką lubością rozstawia po całym domu😳 Wnętrze maszyny na chwilę stanęło w ogniu, zaczęły wydobywać się kłęby dymu.
– Pali się, pali się!
Mój niby mąż szybko ugasił pożar, jednak mi ręce trzęsły się jeszcze godzinę, siostrzenica zaś wspomina historię do dziś😁😂

Karolina:

Oto moja historia :Mój mąż będzie Bohaterem tej opowieści 🙆‍♂️🕶️
Pamiętam ten dzień kiedy to się stało (3.06 2019),zblizala się Nasza rocznica poznania (08.06 2012⚽🏆) więc już przed tą datą zaczęłam „grę wstępną”…mąż w łóżku przed 📺 ogląda kanał sportowy a ja obok przeglądam posty w telefonie🤳 (Wasze opinie o overlokach) no i gadam pod nosem do siebie… „Ten ma to ten ma tamto… Muszę zapisać 📝 ta nazwę.” Itp nagle kątem oka patrze 👀czy mój bohater🎖️ chwycił haczyk 🐟😉 no i pyta mnie „co Ty tam gadasz?” a ja uradowana „jest udało się👏brawo ja! ” więc mówię.. Opowiadam 🗣 co przeglądam, że takie super overloki są…same Ah i oh. On i tak widzę, że nie jarzy o co chodzi…i tylko przytakuje (zresztą tak jak ja jak opowiada mi o jakiś autach/częściach samochodowych) też z grzecznosci przytakuje =udaje że wiem o co chodzi. 😉ale najważniejsze, że plan się udał… 👍Choć trwało to długo… (urabianie go… Jęczenie o tym overze)aż załapie, że chciałbym takie cudo.💕🙆no i nadszedł ten dzień… Hura! Zgodził się🏆🎊 ( ja już w myślach szyję sukienki👗, spodnie👖)Podałam mu model juki mo-654de! Tylko ten mnie interesuje 😉 🚗pojechał do brata, który zna się na tym i zamówili maszyny 😎🤩okazało się, że nawet dwie:jedna dla mnie i druga dla jego żony 🙂(oczywiście w Wytwórni slicznosci😜 ) wiecie, że czulam się jakbym wygrała w totolotka 🍀🍾ojej a na kuriera to czekałam jak dziecko na gwiazdkowy prezent 🎅💝🎁teraz moje s(zycie ) jest kolorowe i długie jak kilkometry dresowki 😜🤩 the end 🙆

Karolina:

Pamiętam pierwsze chwile z Jackiem. Jacek ewidentnie nie chciał współpracować. Ciężko mu było ze mną. Od kiedy zaczęłam do niego mówić żyje nam się miło i przyjemnie. Takie jakieś dziwne paranormalne doświadczenia. Czyżby Damianowe Jacki miały duszę XD przy czym zaznaczam, że rozmowy wyglądają różnie. Np skończy się nitka w bebenku „Jacek, nie teraz” 😛 gdy szaleje bo nie zrobię mu dobrze i nie zmienię igły „Jacek ku… Wa co ty odpier…sz”, a gdy skończę i jest pięknie mówię „Jacek dobra dobra robota”. Żyjemy w trójkącie ze stebnówką i owerem. Jest mi taaaak dobrze. PS na początku był pięciokąt hah Damianowi i Romkowi dziękuję za cierpliwość i polecam wszystkim.


Najbardziej przerażająca to chyba ta, gdy wstałam od maszyny, chciałam sięgnąć po materiał i nagle poczułam jakbym była w tunelu. Usłyszałam trzask jakby łamania pęku patyków, lewe kolano wystrzeliło w prawo, potem w lewo, a potem wróciło na miejsce 🙁 wylądowałam w szpitalu, założono mi szynę gipsową, a potem przez 3 miesiące bujałam się w ortezie. Nie polecam.

Olga:

Po nocach o szyciu śniłam,
By mieć ubrania takie, jakie sobie wymarzyłam
Nie wierzyłam jednak w swoje umiejętności.
Obserwowałam wiec innych szyciowe cudowności.
Czy kupić maszynę? Czy dla mnie to szycie?
Pytanie to nieustannie organizowało mi życie.
Aż wreszcie olśnienie razu pewnego:
mam przecież w piwnicy Łucznika starego.
Choć ciężki i w walizce sporej,
może przysłuży mi się na tę właśnie porę.
By zobaczyć czy szycie to jest moja bajka?
Czy jest to może tylko chwilowa zachciewajka?
Łucznik maszyna porządna to jednak toporna.
Czy praca jednak nie będzie oporna?
Gdy nie spróbuję to się tego nie dowiem.
Wiec ruszyłam do działania – tyle wam powiem.
Dałam do „spa” łuczniczka mojego,
Po tygodniu odebrałam już odnowionego.
I wówczas zaczęły się problemy nowe:
Jak pokonać lęk, który przejął mą głowę?
Że zniszczę, że popsuję,
że coś nacisnę i maszyna eksploduje?
Łucznik jako moje zwierzę dzikie,
stał i czekał aż wyleczę psychikę.
Czyli wszystkie swoje strachy i lęki-
oswoję i przezwyciężę bez dalszej już męki.
Aż w końcu zrozumiałam,
„łucznik-dzika bestia”-
to tylko iluzja, do przerobienia kwestia.
Gdyż to tylko w głowie mej projekcja.
Z szyciowych więc początków taka oto lekcja:
By się do każdej nowości przysposobić
Nie myśl za wiele – po prostu zacznij to robić!
Innymi słowy- na głosy mądrych ludzi bacząc:
By oswoić to co „nowe” trzeba po prostu zacząć!

Monika:

Opowiem Wam historię jaka wydarzyła mi się kilka lat temu.
Szyłam wtedy sukienkę komunijną dla mojej chrześnicy. To było moje pierwsze tak duże wyzwanie szyciowo i emocjonalne. Sukienka na szczęście się udała, dziecko przeszczęśliwe. Ale nie o tym.
Do sukienki postanowiłam uszyć też małą torebeczkę, na chusteczki czy różaniec. I wtedy to się stało. Moja staruszka (tak pieszczotliwie mówię do mojej 30 letniej maszyny, marki Łucznik) zablokowała się. Wpadłam w panikę. Najpierw delikatne próby kręcenia kołem. Nic. Nie chciałam robić nic na siłę, żeby nie pogorszyć sytuacji. Potem wołam męża. Przybiegł szybko, słysząc jak panikuję. Rozkręcamy, zaglądamy do środeczka, a tak połamały się koła zębate. Co robić? Sobota po 15-tej, mnie oblewają zimne i gorące poty, nie mogę normalnie myśleć. Na szczęście mieszkam pod Wrocławiem i znam dobrego specjalistę. Dzwonię. Spokojny głos, wytłumaczył co i jak. Są części, wymienimy, wyregulujemy i będzie jak nowa. Jak powiedzieli tak zrobili, wszystko się dobrze skończyło.

Tylko ta sytuacja dała mi do myślenia, czy to nadal hobby, czy już uzależnienie? A może traktuje moją maszynę, jak najbliższą przyjaciółkę, z którą szyję od czasów szkolnych i nie potrafię się z nią rozstać?

Dorota:

Ja na swoją pierwszą maszynę dość długo odkladalam, zawsze brakowało kasy, wreszcie się udało kupić najtańsza, ale własną. Od razu zabrałam się do szycia, na tym testowym skrawku materiału i resztach nici, co były nawleczone. Potem szybka zmiana nici i nagle klops, nie szyje. Już w stresie, że zepsułam, że pół godziny ja mam i zaraz będę odsyłać. Nie wsadzilam bebenka… Maszyna chociaż najtańsza szyję że mną już 4 rok i ma się dobrze. Jedyne co musiałam zrobić to wymienić właśnie bębenek bo się totalnie rozregulowal po upadku 😉

Agnieszka:

 Moje początki. …
Kupiłam maszynę. ..
Przytaszczylam do domu i schowałam żeby nikt nie widział ze niby wariatka szyć będzie się uczyć. ..
Zamówiłam materiały no cóż czapka i komin musi być pierwsza….
I ten strach ogromny strach jeżu żeby tylko się nitka w bębenku nie skończyła bo nie umie nawlec😂😂😂😂
Za każdym razem kiedy to robie a minęło lat 3 to się w duchu usmiecham😀😀😀 takie moje niby nic

Ola:

Moja mama jest krawcową i kilka lat temu za czasów szkolnych, chciałam tak dla fanu spróbować szycia. Mama szczęśliwa, że córa pójdzie w jej ślady. Szybko maszyna na stół (poczciwy łucznik 884), materiał wycięty i młoda krawcowa gotowa do szycia. Naciskam pedał, a tu trach!!!! Coś pękło i po maszynie!!!! Mama wściekła, ja rozczarowana, obiecałam sobie, że nigdy w życiu nie usiądę do maszyny!!! Na szczęście nie dotrzymałam słowa 😉 i 4 lata temu pokochałam szycie miłością bezgraniczna 😍
PS łucznik przeżył i ma się świetnie 😉

Anna:

Prawie szyciowo :
Współpracowałam z pralnią chemiczną dla której haftowałam malutkie numerki na odzieży ochronnej ( pracownicy zapominali swoje podpisywać:) )
Pewnego razu dostaje 1 z karteczką-
-podanie – proszę o wyhaftowanie ” numerka” większego niż moim kolegom, prośbę mą motywuję wadą wzroku i chęcią zaistnienia wśród zespołu- pozdrawiam pracownik.
Oczywiście wyhaftowałam numerek 3 razy większy – z dopiskiem
Prośba została pozytywnie rozpatrzona ponieważ wiem że Rozmiar w życiu ma znaczenie… Pozdrawiam hafciarka.
Po kilku tygodniach odpowiedź w kolorowej papeterii już nie pamiętam dokładnie – bardzo dziękuję to był najlepszy dzień w moim życiu ( poza bombą w szkole i narodzinach syna) oczywiście znaleźli się koledzy którzy uważali że mam jakiś „kompleks”… pracownik ( list mam w pracy może służyć jako dowód 😁

Natalia:

Moja mama od zawsze coś tam w domu szyła. Ja siedziałam przy niej jak zahipnotyzowana, ale kiedy sama chciałam spróbować, słyszałam: nie ruszaj, bo zepsujesz. Jakieś 2 dekady później wyszłam za mąż, teściowa też miała maszynę, na pytanie, czy mogę coś popróbować tylko rozłożyła zapraszająco ręce☺️ I tu nastąpiło zderzenie moich pokładów kreatywności z materią. Wizja moich uszytków sprzed przystąpienia do pracy leciała linią równoległą by nigdy nie przeciąć się z efektem końcowym. I tak wracałam dziesiątki razy do starego łucznika, po dłuższych lub krótszych przerwach, bo coś mnie tam zawsze ciągnęło. Po latach dorobiłam się nowej stębnówki, overlocka z demobilu i rzucam się ciągle na głębsze wody. Linie wizji i efektu końcowego nawet się czasem zbiegają, co jest dla mnie źródłem wielkiej radości i niekłamanej dumy ☺️ PS: a mama mi teraz szycie przynosi 🤣

Katarzyna:

4 lata temu pierwszy raz usiadłam do maszyny, chciałam uszyć spódniczke dla córki ktora miala nie całe dwa lata, przeczytałam wszystko co możliwe o maszynie łucznik (dostałam od babci) żeby uszyć najprostszą spódniczke, niestety nitka w bębenku strasznie plątala ale mimo tego uparcie dusiłam pedał aby ją skończyć, na koncu obciełam wszystkie nitki do równego i byłam dumna z pierwszej spódniczki 😂 w domu powiedziałam że to ścieg dekoracyjny 🤣🙈 spódniczka oczywiscie schowana w szafie na pamiątkę 🤣

Justa:

Więc :
Rzecz dzieję się w czerwcu. Piątek, coś koło 23. Oglądam TV i nagle słyszę ryk!
To ryk niemałża 😉
Drze się i drze, myślałam, że znowu żubra wygrał.
Schodzę do garażu a On tańczy !
No dobra – upił się – myślę.
A On, że wygrał.
Wygrałem!
Super, masz żubra i przewracam gałami.
Nieee, wygrałem w euro! 30 tyś !
Taaaa, jasne ……
Nooo serio, w końcu dokończymy schody i kasy zostanie to postawię Ci tą altankę i się wyniesiesz z tymi machinami!
Aaaaa krzyczę razem z nim i w głowie już kalkulacje, że i na nową stębnówkę wystarczy 😉
Zaczął się remont schodów, który ciągnął się niemiłosiernie. A potem przyszedł czas na moją miłość – drewniany domek 5×4.
Już widziałam te regały, przemysłówkę i brudne okna. Niemałż oczywiście uparł się, że wszystko zrobi sam, więc z morderstwem musiałam poczekać do zakończenia prac.
Którejś soboty oznajmił, że zajmie się elektryką i mogę mieć disco w domu. Stwierdziłam, że nie warto odpalać maszyny, chwyciłam krzyżówkę, kawkę i rozpoczęłam relaksik.
Nagle jak nie pierdyknie!!!
I w tedy się obudziłam 🤣🤣

A taka prawdziwa szyciowa przygoda :
Kupiłam overa z Łucznika i miałam nadzieję, że będzie szył!
Nie szył!
Koniec 😛

Sylwia:

Trzy lata temu zażyczyłam sobie na urodziny od męża maszynę do szycia…umowa była taka że ja mu napiszę jaki chcę model maszyny a on po pracy pojedzie do sklepu i mi ją kupi.Ja robiąc obiad zabiegana napisałam mężowi sms jaki chce model i wcale nie patrząc na to co tak naprawde w tym smsie napisałam.Po godzinie dzwoni mój mąż i mówi,,kochanie jestem już w 3 sklepie i nigdzie nie ma takiego typu maszyny,każda pani robi duże oczy.Podam ci panią ekspedientkę do telefonu to jej powiesz co ty chcesz” Więc mówię ok,Pani ekspedientka do mnie przez słuchawkę mówi,,Dzień dobry z tej strony doradca klienta media expert Pani mąż pyta o maszynę do szycia HUJNIK proszę Pani z tego co się orientuję nie ma takiej maszyny,, Jak tylko to usłyszałam roześmiałam się na głos😂😂Oczywiście od razu jak przestałam się śmiać wszystko tej Pani wytłumaczyłam że chodzi o maszynę ŁUCZNIK….tak się spieszyłam z obiadem że pomyliłam sie z literką a że piszę ze słownikiem to tak jakoś wyszło😅Biedny mój mąż jak sobie pomyślę że niezłą beke mieli z niego w sklepie jak pytał o maszynę HUJNIK🤣🤣🤣

Iloneczka:

Dobra to ja wam tez powiem 🙈jestem krawcowa od jakichś 20 lat zaczynałam naukę w krawiectwie ciężkim . Garnitury kurtki itd. Już w 3 klasie szylam sama dla siebie na akord była kasa 🏦 w sumie na papirochy i dyskoteki 😂 po zdanym egzaminie czeladniczym myśle sobie aaaa tam poszukam sobie pracy gdzie indziej i znalazłam w wielkim zakładzie szyjącym garnitury do PKP i Policji dostałam ja od razu !!! O matko jak ja byłam zadowolona 😁😁 2 zmiany taki młodzik i od razu się dostał ! Była tam kierowniczka zmiany pamietam jej imię do dziś IRMINA 🤮🤮
Wredna ( pip pip) posadzili mnie na paspularke maszyna która odszywa kieszeń nacina i od razu odkłada się patke . Nowa jak na tamte czasy . No szło fajnie jak wylanczalam nóż żeby wiecie nie było bubli 😂Minol miesiąc może nie cały i przyszły garnitury w paski 🙈🙈🙈jpr masakra kieszeń się musi zgadzać z przodem z patka !! Zawsze w garniturze do przodu przed zaszewka 1,5 cm ale te paski nie pasowały i wpadłam na genialny pomysł a przesune trochę do przodu bo patka pasuje 🙈🙈 Jak mi to szło 😊😊😊paski pasowały do wszystkiego no mówię wam natrzaskalam tych kieszeni za dwie zmiany 😂😂i przyszła pani z prasowania i już cis mi nie pasowało 😒 myśle no jaka głupia narobiłam się paski się zgadzają i o co jej chodzi 😒
I na szwalnie wchodzi wspomniana pani kierownik nosiła taki warkocz pamietam go do dziś 🙈 z uszy szła jej para hahah
A za nią cały wózek moich idealnych kieszonek ☺️
Jak się okazało tak sobie te kieszonki poprzesuwała ze ( żeby paski pasowały ) ze od zaszewki do przodu garnitura ze nie było miejsca nawet na szew 🙈🙈🙈 to była partia dla PKP do dziś mam wyrzuty ze przezemnie polskie koleje przewozowe splajtowaly 😂😂😂
Wyleciałam z wielkim chukiem ale wypłatę mi wypłacili i były papieroski i impreza 😂😂a tak na marginesie kto dziś koleją jeździ to napewno nie zagłada czy patka w kieszeni idealnie pasuje do całej reszty 😁pozdrawiam miłej lektury 😘

Kasia:

Historia o tym, jak zdobyć nowy sprzęt do szycia, ale również o tym, że, wbrew obiegowej opinii, dzieci przydają się w nauce szycia

Początek to standard, czyli moja mama zawsze szyła… Gdy sama zostałam mamą stwierdziłam, że czas najwyższy na moją własną maszynę. Moim nauczycielem był (i jest) Internet. Więc zgodnie z radami dla początkujących zaczęłam od wszelkich form w kształcie prostokąta. Jak już się naszyłam ścierek, to przyszedł czas na odzież. Uszyłam sobie kilka piżam i bluzek do sprzątania. Tzn. moje wytwory nie nadawały się w innym celu. Tylko jak każdy wie, gdy już zaczniesz szyć, to nie masz czasu ani na sen, ani na sprzątanie. I wtedy przydaje się dziecko. Okazuje się, że z pół metra materiału uszyjesz bluzę i spodnie. W dodatku młode nie wie, jak wyglądają ładne szwy, a co dopiero plisa maskująca. Poza tym cieszy się ze wszystkiego. A jak już zacznie więcej ogarniać, to wystarczy pociąg, pies czy inny dinozaur, który sprawia, że bluza staje się najulubieńszą. Oczywiście na tych małych ciuszkach cały czas się ćwiczy i rozwija, bo wszystko wychodzi coraz lepiej. Niestety nadchodzi ten czas, gdy pół metra materiału przestaje wystarczać na wiele. I wtedy ciach! Robisz sobie drugie dziecko. Przy dwójce dzieci chcesz uszyć dwa razy więcej i pięć razy szybciej, więc idąc za ciosem kupujesz overlocka. I życie/szycie jest piękniejsze 🙂

Agnieszka:

Moja przygoda z szyciem zaczęła się jakieś 6 lat temu gdy to pięknego letniego dnia wybrałam się do marketu na zakupy. Na jednej z półek stała ONA Paulina Łucznikowa. A że chłop stwierdził „bierz co chcesz tylko chodźmy już dalej” no to cóż Paulinka w koszyku wylądowała. W domu z pudełka na biurko powędrowała i strach w oczach córki wywołała. Po ciężkim boju z Paulina się dogadałam i spodenki dla młodej wyczarowałam. Tak mi się szycie z spodobało że Z Paulina po 2 latach się pożegnałam. Do domu kurier Redstara wtargnął i dopiero zaczęła się jazdą. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia i chłop miał dość marudzenia wylicytowałam w Skrzata Overa. Uśmiech miałam od ucha do ucha. Gdy na biurku zestaw (Redstara i over) postawiłam cieszyłam się jak ch**era. Do roboty się wzięliśmy i z córkami za dresy się zabrałyśmy. Córki na tyle kochane że wspierają swoją mamę i za każdym razem gdy coś im uszyje mają wesołą minę. A matkę dumą rozpiera gdy widzi swe pociechy w ciuszkach domowej produkcji.

Edyta:

Ja od jakiegoś czasu mam overa zadowolona, szczęśliwa,🤗 siadam do stołu na którym stoję obie maszyny. dzieci krążą wokół mnie Ale daje radę w pewnym momencie naciskam pedał maszyny przy overze i nic się nie dzieje dźwięk szycia, igła chodzi a mi nie przesuwa się ani drgnie. Załamana, 😔że coś nie tak mówię do męża :
zobacz naciskam i nic go nie rusza A igłę słychać jakby szyła
On patrzy na mnie i mówi – bo szyje
Myślę sobie nienormalna jestem ja czy on przecież nic nie ruszyło🤔 więc mówię -Ale nic nie rusza się
A mąż na to –
za to ta druga zapierdziela jak szalona tylko krawcowej przy niej brak 🤣🤣🤣
Nie zauważyłam jak mi dzieci zamieniły pedal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *